Sorry, your browser doesn't support Java.

              7 lipca 2003 roku wyjeżdżamy w kolejną podróż po Ameryce. Tym razem do "Graceland", rezydencji króla rock'n'rolla Elvisa Presley'a w Memphis w stanie Tennessee.
          Pogoda jest fatalna, pada deszcz a z oddali widać nadciągającą burzę. Zwlekam z wyjazdem, czekam na poprawę pogody ale gdy ta nie ulega zmianie, o godzinie 23:00 Iwona decyduje: jedziemy.
          Krótki odcinek drogi po Cicero Avenue i zjeżdżamy na "highway". Przed nami do pokonania około 530 mil. Ciągle leje ale ma to też swoje plusy - droga niemal pusta. Gdzieś na wysokości Kankakee (odpowiednik polskich Wronek i Choroszczy) przestaje padać, niebo przejaśnia się.
          Po kilku godzinach monotonia jazdy i brak snu dają mi się we znaki. Asia rozłożyła się na tylnym siedzeniu i już dawno śpi, tylko Iwona czuwa razem ze mną, a raczej nade mną. Wstałem w poniedziałek o 6:00 rano, a już jest 4:00 rano we wtorek. Nie śpię 22 godziny! Zagaduje mnie i zabawia rozmową. Jedziemy spokojnie autostradą nr 90 gdy nagle zauważam coś leżącego w poprzek drogi. W ostatniej chwili odbijam kierownicą w lewo a kątem oka dostrzegam co to jest: sarna. Kilka metrów dalej oderwana kończyna. Mamy dużo szczęścia, zderzenie z nią przy prędkości 90 mil na godzinę z pewnością skończyłoby się dla nas tragicznie...
          Jedziemy przez stany Illinois, Missouri, Arkansas i Tennessee. Przed nami jedna z najpiękniejszych rzek świata - Mississippi o której pisali między innymi Edward Stachura i Mark Twain ("znacz dwa", czyli "zaznaczaj dwa sążnie głębokości""- te słowa bardzo często padały w jego pracy). Druga po Nilu pod względem długości (3778 km) rzeka na świecie. Wjeżdżamy na potężny, długi na kilkaset metrów most. Widok niesamowity, tego nie da się opisać.

Ech, Miss, ech, Mississippi,
Pragnienie jedno sycisz...

          Mississippi - piękna, szeroka, otoczona lasami... A gdyby tak popływać po niej parostatkiem szlakiem Marka Twaina? Hmmm, to niezły pomysł, może kiedyś, kto wie?
          Wjeżdżamy do Memphis. Na 10 spotkanych osób 8 to Murzyni. Nie ma w tym nic dziwnego, jesteśmy w mieście w którym powstała muzyka bluesowa. Niemal z autostrady wjeżdżamy na jedną z głównych ulic miasta - Elvis Presley Boulvard. Po kilkudziesięciu minutach jazdy zajeżdżamy pod "Graceland" - rezydencję Króla.


Brama wjazdowa na teren rezydencji Elvisa Rezydencja Elvisa

          23-pokojową willę wraz z otaczającym ją parkiem (sześć hektarów) oddziela metalowa brama, której nikt nie może samodzielnie przekroczyć. Chętnych do obejrzenia posiadłości dowozi specjalny autokar.  Przed drzwiami intuicyjnie wszyscy ściszamy głosy, jak przed wejściem do świątyni:

  Wchodzimy...  

          Każdy zwiedzający otrzymuje  mini-magnetofon ze słuchawkami i nagranym szczegółowym opisem każdego pomieszczenia, a jest co podziwiać, widok jest naprawdę fascynujący:

Jedno z pomieszczeń w piwnicy Słynne pianino Jeden z kilku salonów Kolejny salon

          Nie wszystko jednak można zobaczyć. Nikt nie ma prawa wstępu na piętro. Tam znajduje się łazienka w której 16 sierpnia 1977 roku znaleziono martwego Elvisa.

          Niemały zachwyt budzi zwiedzanie dwóch prywatnych odrzutowców Presley'a "zaparkowanych" przed domem. Jeden z nich, nazwany na cześć córki "Lisa Marie", posiada salę konferencyjną, stół bilardowy a nawet złote krany i kurki w łazience. Ciekawostką jest kilka zachowanych oryginalnych butelek wody mineralnej którą pijał Elvis. Ze wspomnień jednego z żyjących pilotów wiadomo, że czasem odrzutowce były wykorzystywane tylko po to, aby błyskawicznie dostarczyć jeszcze ciepłe hamburgery z ulubionej restauracji w Denver.

"Hound dog" - prywatny samolot odrzutowy. Znacznie większy i bardziej luksusowy "Lisa Marie"

          Elvis słynął  ze szczodrości w obdarowywaniu znajomych licznymi drogimi prezentami. Bardzo często były to samochody. Sam posiadał ogromną kolekcję motorów oraz najnowszych, często oryginalnych modeli aut.

          Oprócz tego sponsorował wiele szkół, ośrodków, organizacji itd. Jedno z pomieszczeń  jest całe wyklejone podziękowaniami za przesłane czeki. A były to sumy niemałe bo większość z nich na ogromną w tamtych latach kwotę tysiąca dolarów.
          Duże wrażenie robi na nas ogromne mnóstwo złotych płyt jakie za swoje nagrania otrzymał "Król". Jest ich bardzo dużo, ściany jednego z korytarzy łączących budynki rezydencji są zapełnione nimi od góry do dołu. Trudno temu dziwić się, przecież niemal każdy utwór stawał się od razu przebojem. O jego muzycznych osiągnięciach możesz przeczytać tu.

          Elvis Aaron Presley zmarł 16 sierpnia 1977 roku w łazience na pierwszym piętrze swojego domu. Domniemana przyczyna śmierci: niewydolność serca z powodu przedawkowanie lekarstw. Ale na temat jego śmierci krąży wiele legend, historii, hipotez. Jedna z nich głosi, że Elvis ciągle żyje tylko ukrywa się przed sławą i swoimi fanami. Mimo to wielu z nich wierzy, że kiedyś znowu usłyszy i zobaczy swego idola. Póki co jego zwłoki spoczywają w ogrodzie na terenie jego rezydencji.

W tym grobie spoczywa król rockandrolla Elvis Presley. Elvis Aaron Presley Wielu fanów wierzy, że pogrzeb był wielką mistyfikacją a Elvis ciągle żyje.

         Zwiedzanie posiadłości zajmuje nam kilka godzin. W końcu, nasyceni widokiem opuszczamy rezydencję. Odjeżdżamy kilkadziesiąt mil od Memphis i zatrzymujemy się na noc w miasteczku Osceola.

          Rano pobudka, kawa i kąpiel w basenie:

Osceola, Asia i Andrzej w basenie. Osceola, Iwona i Andrzej.

          Droga powrotna minęła bez niespodzianek. Tyle tylko, że znowu w miejscowości Kankakee zastała nas burza.  Ale może tam zawsze tak jest?

          Zdjęcia wykonane w "Graceland".

         Moja opinia o muzyce Elvisa.

Obraz z kamer internetowych odświeża się automatycznie co 30 sekund:




          Cieszymy się, że widzieliśmy, dotykaliśmy  legendy. Ale nie to jest najważniejsze! Fascynuje nas każda podróż. Nie chodzi o to gdzie byliśmy, jesteśmy lub będziemy. Nie chodzi o to co zobaczymy! Najważniejsze, że jesteśmy razem.

 

Powrót do strony głównej

Do góry