"Myszka" - tak
pieszczotliwie nazywa mnie mój mąż
Andrzej. Jesteśmy małżeństwem
od 1984 roku, a znamy się od ............... niepamiętnych czasów.
Po raz pierwszy spotkaliśmy się w piaskownicy, mając po około 5 lat.
Później chodziliśmy do tej samej klasy szkoły podstawowej (Kolno,
woj. Podlaskie) i
Liceum Ogólnokształcącego. Szkoły pomaturalne również
wybieraliśmy w jednym mieście, w
Białymstoku. Los jednak
zadecydował za nas, musieliśmy się rozstać. Ja uczyłam się w
Łomży, Andrzej w
Białymstoku, ale i tak na każdy weekend
przyjeżdżał do mnie. Którejś soboty, gdy nie zdążył na przesiadkę na drugi
autobus, szedł do mnie na piechotę 45
km! Muszę mu przyznać, że miał dobry czas - 6 godz. i 20 min.
14 lipca 1984 roku wzięliśmy
ślub, a trzy miesiące później, 23
października 1984 roku, mój świeżo poślubiony małżonek
poszedł do wojska do Olsztyna, służyć ku chwale ojczyzny.
Widzieliśmy się niemal co dwa tygodnie, ale tęskniłam do niego
i ..... czegoś mi brakowało. "To tu", nomen omen, w
małym, przytulnym hoteliku w Olsztynie wzięła początek
Asia.
Teraz, nasza jedynaczka, Joanna, ma
już 18 lat (ach, jak te
dzieci szybko rosną).
Andrzej i ja pracowaliśmy w tzw. budżetówce. Ja jestem z zawodu
nauczycielką. Moja pierwsza praca to Przedszkole nr 2 w
Kolnie,
później Szkoła Podstawowa nr 2, ta sama do której chodziliśmy razem z Andrzejem.
Mąż wykonywał w szpitalu zdjęcia
rentgenowskie. Z zawodu jest technikiem elektroradiologii.
Co mnie cieszyło w
życiu zanim poznałam swego męża? Tenis stołowy!
Uwielbiam grać w tenisa i mimo, że według mniemania mężczyzn należę do płci słabszej, to jeszcze niejednemu chłopakowi nie
pozwolę wyjść z "szóstki". Masz ochotę zagrać ze mną? Dam ci "fory",
napisz
do mnie.
Dziewiątego czerwca 1994 roku wyjechaliśmy do USA i na razie, dopóki córka
uczy się, tu pozostaniemy.