Mam dużo zainteresowań, ciekawi mnie wiele rzeczy, ale moją pasją jest historia (szczególnie II Wojna Światowa), internet i szeroko pojęta muzyka, od elektronicznej poprzez reggae aż do hard rocka. Gram na gitarze klasycznej, uwielbiam poezję śpiewaną w wykonaniu Starego Dobrego Małżeństwa i Wolnej Grupy Bukowiny, ale z przyjemnością byłem też na koncercie AC/DC
           24 listopada 2001 roku byłem na koncercie King Crimson. Ale największą frajdę przeżyłem 12 lipca 2002 roku gdy wybrałem się do Tinley Park na maraton muzyczny w wykonaniu takich gwiazd jak Ronnie James Dio, Scorpions i Deep Purple.

Koncerty na których byłem:

          Mam całą kolekcję płyt CD, około 700, a ostatni mój nabytek to sprowadzone z Niemiec na moje specjalne zamówienie płyty zespołu Livin' Blues. Znasz utwory "Shylina" i "Blue Breeze"? Uważam je za jedne z najpiękniejszych na świecie i wierz mi, rzeczywiście są tego warte. Oczywiście numerem jeden jest ciągle "Stairway to heaven" zespołu Led Zeppelin i to chyba nigdy nie zmieni się.

          Moja przygoda z muzyką rozpoczęła się gdy miałem około 12 lat. Zbyszek, mój brat, kupował niemal wszystkie ukazujące się płyty (oczywiście winylowe i tzw. pocztówki). Na polskim rynku muzycznym królowały takie zespoły jak Czerwone Gitary, Skaldowie, Trubadurzy. Trudno było kupić płyty grup zachodnich, wiec z Trójki nagrywał na magnetofon kasetowy Led Zeppelin, Deep Purple, Black Sabbath czy AC/DC. Włączał później na cały regulator, a ja musiałem tego słuchać. Nie miałem wyjścia, mieszkaliśmy w jednym pokoju. Z czasem polubiłem jego muzykę, ale najdłużej nie mogłem przekonać się do Niemena, którego teraz bardzo cenię. To dzięki Zbyszkowi poznałem SBB, Breakout, TEST czy węgierski zespół Omega. Teraz z przyjemnością słucham wszystkich tych wykonawców.

          Pierwszy raz trzymałem gitarę w rękach w siódmej klasie podstawówki, mając 14 lat. Kilka miesięcy później kupiłem w Rzeszowie profesjonalną gitarę klasyczną. Pamiętam, że pierwszym utworem zagranym przeze mnie na akordach barowych był "Dom wschodzącego słońca" zespołu "The Animals".
          W drugiej klasie ogólniaka szukano ludzi do zespołu muzycznego. Potrzebny był basista, perkusista i klawiszowiec. Wybrałem bas i już na tym instrumencie gram do dzisiaj. Braliśmy udział w imprezach typu rozpoczęcie, zakończenie roku szkolnego, Dzień Nauczyciela, Konkurs Piosenki Radzieckiej, Harcerskiej ale nie tylko. Graliśmy też w Domu Kultury na Dzień Kobiet czy też we wszystkich przeglądach zespołów młodzieżowych w Kolnie i województwie. Zawsze wracaliśmy z nagrodą. Grywaliśmy też na weselach, choć to nie było mile widziane przez nauczycieli i mieliśmy z tego powodu trochę problemów. Opiekun zespołu szkolnego, Ryszard Ł., był również szefem zespołu "Novi" z którym grałem na weselach. Tak się składało, że "Novi" jeszcze wielokrotnie pojawiali się w moim życiu. Szczególnie mile wspominam warsztaty muzyczne w Goniądzu. Był to zlot kilkunastu zespołów muzycznych z całego województwa łomżyńskiego. Naszymi nauczycielami muzyki były takie sławy jak: piosenkarz Andrzej Dąbrowski (przebój "Do zakochania jeden krok") na perkusji, panowie Skrzynecki i Rzemyk, znani nie tylko w Polsce jazzmani, na instrumentach klawiszowych. Dwa tygodnie spędziliśmy w ośrodku wczasowym nad Biebrzą, gdzie cały czas wypełniało nam szkolenie i granie. Wieczorami paliliśmy ognisko i, oczywiście, graliśmy do białego rana.

          Po skończeniu L.O. w Kolnie wybrałem się do Białegostoku na elektroradiologię. Tam poznałem Sławka Mikutowicza. Wystąpiliśmy kilka razy w białostockim klubie studenckim "Promenada" wykonując przede wszystkim utwory Leonarda Cohena, którego Sławek wprost uwielbiał. Grało nam się bardzo dobrze i w sumie żałuję, że tylko dwa lata.

          Do wojska poszedłem jesienią 1984 roku. Trafiłem do Szkoły Podoficerskiej w Biskupcu. I tu szczęśliwy traf: znalazłem się na jednej kompanii z Ryszardem Żarowskim, obecnym gitarzystą zespołu Stare Dobre Małżeństwo. Czasami, w sobotnie lub niedzielne wieczory, szliśmy do pokoju pisarza kompanijnego gdzie Rysiek brał gitarę do ręki i grał, a grać już wówczas umiał rzeczywiście przepięknie. Żal jedynie, że te chwile spędzone na słuchaniu jego muzyki nie były tak częste jak bym sobie tego życzył. Następne nasze spotkanie, a właściwie pięć, miały miejsce w Chicago podczas koncertów grupy Stare Dobre Małżeństwo. Niestety zespół jest zawsze tak oblegany przez fanów, że zdołamy jedynie wymienić kilka zdań, pozdrowień, nieco wspomnień z wojska... Na pamiątkę została mi płyta ze specjalną dedykacją od Ryśka dla mnie.

          Po czterech miesiącach "zaszczytnej służby wojskowej" skierowano mnie do Olsztyna. Już pierwszego dnia poznałem Ryśka Butrymowicza z Gdyni, gitarzystę zespołu wojskowego. Jeszcze tego samego dnia poszedłem na próbę i ..... dostałem się do zespołu. Za tydzień, jako najstarszy stopniem (lecz najmłodszy służbą) zostałem jego kierownikiem. Od tego momentu sprawy potoczyły się błyskawicznie.
          Jako podoficer miałem możliwość zwalniania chłopaków z zajęć, co wykorzystywałem bez skrupułów wręcz nagminnie. Ćwiczyliśmy codziennie, aż do późnych godzin nocnych - capstrzyk nas nie obowiązywał. Zauważyli nas i docenili inni - zaczęliśmy grać! Z początku "potańcówki" dla żołnierzy, następnie imprezy w Klubie Garnizonowym dla oficerów aż wreszcie wesela i zabawy dla wszystkich chętnych. To było życie, byliśmy znani i popularni w jednostce co wiązało się z rozluźnieniem dyscypliny i lepszym traktowaniem zarówno przez starszych falą jak i kadrę zawodową. W tym okresie zaprzyjaźniłem się z Krystianem Matuszem z Polic, wspaniałym gitarzystą wzorującym się na Carlosie Santanie i równie dobrym kumplem. Wiele godzin spędziliśmy w klubie grając tylko we dwójkę. Rozumieliśmy się doskonale, ale to ja nadawałem ton i kierunek naszej muzyce. Ciekawostka: graliśmy kiedyś na weselu chorążego Sierżanta, czy też odwrotnie - sierżanta Chorążego. Pamiętam, że jego nazwisko brzmiało dokładnie tak jak stopień wojskowy. Aż wreszcie nastała "Godzina piąta, minut trzydzieści, kiedy ..." minęły dwa, nie aż tak bardzo stracone, jak mówią inni, lata.


          Po wojsku niemal natychmiast znalazłem się w "Kaprysie", zespole, z którym związany byłem najdłużej, bo niemal 10 lat. Graliśmy w prawie każdy weekend. Sobota - wesele, niedziela - zabawa i tak przez cały czas. Byliśmy najpopularniejszą grupą w okolicy. Kiedyś, niedaleko naszej zabawy, grał zespół "Top One" i co  okazało się? Na naszej zabawie było więcej ludzi niż na "Top One", a zespół "B.F.C." (między innymi przebój "Tacy jak my"), kiedy pojechaliśmy posłuchać jak grają, gdy się dowiedział że jesteśmy, wykonał specjalnie dla nas swój popisowy numer, utwór "Statki na niebie" zespołu "De Mono". Zagrali świetnie, ale z ukłonem w naszym kierunku. To miło z ich strony, prawda?
          Na początku la 90-tych odszedłem z zespołu, a wkrótce po mnie perkusista - Andrzej Żubrowski.
          W międzyczasie grywałem w wielu różnych grupach. Niemal w każdą wolną sobotę łapałem się z kimś innym, potrzebującym basisty. Na długi czas związałem się z zespołem "Novi 2", następnie "Robins", aż wreszcie wylądowałem w grupie "Lex". Perkusistą był tam Andrzej Żubrowski, mój kolega jeszcze z "Kaprysu". W tym zespole grałem aż do roku 1994, roku w którym moja żona postanowiła zmienić i postawić na głowie całe nasze życie. Wyjechaliśmy do USA.

 
          Do Chicago ściągnął nas Jurek Mariak, chłopak z którym grywałem przez jakiś czas w kilku różnych zespołach. Ja z kolei dopomogłem Andrzejowi Żubrowskiemu. Wspólne granie zaproponował, i udostępnił dom, Jurek. Pierwszy skład zespołu to:

- Jurek Mariak - gitara, organy, śpiew,
- Jurek Maślanka - gitara, śpiew,
- Andrzej Żubrowski - perkusja, śpiew,
- Andrzej Zawalich - gitara basowa,

Po kilku miesiącach dołączyła do nas młodziutka, piętnastoletnia wówczas dziewczyna, Ewelina Minko. Ewelina jest Polką ale woli mówić i śpiewać po angielsku.

 

Jest zwyciężczynią prestiżowego konkursu wokalnego
Polonia Star

   


 

       Niestety, z powodów osobistych, obydwaj Jurkowie opuścili zespół. Przez jakiś czas "próbowaliśmy" różnych gitarzystów. Między innymi miał z nami grać Michał, chłopak z Białegostoku, ale założył własna grupę "Dementia". W magazynie "Chicago buzz" jako grupa metalowa zajęli trzecie miejsce! Grają wspaniale, możesz posłuchać ich własnych kompozycji:

Na miejsce Jurków M. przyszedł wspaniały gitarzysta - Krystian Cygan.

Obecny skład zespołu to:

 

Co na tej stronie możesz jeszcze zobaczyć? A może interesuje cię moja praca? Chcesz dowiedzieć się co robię? Zobacz.

 

Mój numer Gadu Gadu - 3155209

W tej chwili jestem

Napisz do mnie przez Gadu Gadu

 

 
 Użytkownik: Beeriscool
 Mój status:
Napisz do mnie!
Rodzaj:  
Od kogo:
Twój e-mail:
Treść wiadomości:
» zainstaluj Komunikator i pogadajmy
 

 

Mój status ICQ
W tej chwili jestem
W tej chwili jestem

Wpisz wiadomość i WYŚLIJ. Mój numer ICQ 23925967
Poszukaj innych użytkowników ICQ
Zobacz moją strone ICQ

Mój pager ICQ
 
Można mi przesłać krótką wiadomość (do 460 znaków) na mój
internetowy pager.
Wiadomość ta dotrze do mnie natychmiast jak tylko podłączę się do Internetu
Andrzej

 

Zadzwoń do mnie przez Skype:

  My status  

 

 

Powrót do strony głównej

Do góry